Czy zamknięte osiedla staną się przeszłością?

fot. Alper Çuğun, flickr.com, licencja: CC

Grodzone osiedla mieszkaniowe były przez lata w Polsce wyznacznikiem statusu społecznego. W ofercie deweloperów można było znaleźć spory odsetek takich nieruchomości. Polacy gotowi byli zapłacić więcej za poczucie bezpieczeństwa, jakie dawały ogrodzenia, separujące nas od potencjalnych złodziei, wandali, czy innych nieproszonych gości. Ten trend się jednak powoli zmienia, na co duży wpływ miała pandemia, a szczególnie lockdowny. Po tym, jak zmuszeni byliśmy pozostać zamknięci w domach, doceniliśmy wartość otwartych wspólnych przestrzeni, które zachęcają mieszkańców do spotkań i nawiązywania kontaktów oraz umożliwiają budowanie relacji sąsiedzkich, które także wpływają pozytywnie na poczucie bezpieczeństwa, nawet lepiej niż ogrodzenia.

Ryzyko gettoizacji miast czy szerzenia podziałów społecznych to nie jedyne elementy wpływające na odejście od tego trendu. Innym aspektem powrotu do otwartych przestrzeni na osiedlach są względy czysto funkcjonalne. Urbaniści mówią o zaburzaniu estetyki przestrzennej i zakłócaniu komunikacji. Ogrodzenia często blokują innym mieszkańcom możliwość przejścia, zmuszając do obchodzenia takiego osiedla i nadkładania drogi, co zabiera czas. Poza tym coraz częściej infrastruktura miejska wdziera się na osiedla. Kawiarnie, restauracje, sklepy czy punkty usługowe siłą rzeczy wymuszają otwarcie na przestrzeń miejską. Mieszkańcy przedkładają te wszystkie udogodnienia nad płoty.

W ten trend wpisuje się również coraz bardziej popularna idea miast 15-minutowych. Polega ona na tym, że mieszkańcy mogą zaspokoić najważniejsze potrzeby, także te społeczne, w nie więcej niż kwadrans od wyjścia z domu (pieszo lub rowerem). Ważny jest dostęp do szkół, przedszkoli, przychodni, sklepów, bibliotek, parków czy placów zabaw. A zamiast płotu można posadzić żywopłoty, które zapewnią nie tylko prywatność, ale i dodatkową zieleń w okolicy.

Włodarze miast starają się odpowiadać na potrzeby swoich mieszkańców, zmieniając istniejące prawo. Jako pierwszy grodzonym osiedlom sprzeciwił się Kraków. Od lipca 2020 r. obowiązuje tam ustawa krajobrazowa, mająca na celu uporządkowanie przestrzeni miejskiej pod względem estetycznym. Nie wydaje się już pozwoleń na budowę osiedli grodzonych. Uchwała reguluje przede wszystkim wielkość i lokalizację reklam, działając w tym przypadku wstecz (większość banerów i szyldów musiała zniknąć). Jeśli zaś chodzi o ogrodzenia, zakaz dotyczy jedynie nowych budynków wielorodzinnych. Osiedla, które zostały wybudowane z ogrodzeniem, ogrodzone pozostały, przynajmniej na razie. Radni rozważają jednak, jak rozprawić się również z płotami już istniejącymi.

W ślad za Krakowem pójdą prawdopodobnie i inne miasta. W Warszawie prace nad ustawą krajobrazową trwały od kilku lat, ale zostały wstrzymane na skutek sporu proceduralnego z Wojewodą Mazowieckim. Zapewne jest jednak kwestią czasu, kiedy większość miast powróci do otwartych przestrzeni, zapominając o grodzonych osiedlach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.