Co dalej z książeczkami mieszkaniowymi?

Scott/bigstockphoto.com

Miliony Polaków mają problem z odzyskaniem swoich oszczędności odkładanych na książeczkach mieszkaniowych. Środki wpłacane latami mają dziś równowartość zaledwie kilku pensji, jednak nawet dostęp do tych kwot jest utrudniony.

Upadek komunizmu w Polsce i denominacja spowodowały, że wiele osób straciło oszczędności życia. Kwoty odkładane przez lata na książeczkach mieszkaniowych drastycznie zmalały. Jednak większość z tych osób do tej pory nie może ze swoich pieniędzy skorzystać. Mimo upływu 28 lat problem książeczek mieszkaniowych banku PKO BP nie został rozwiązany, pokrzywdzeni nie otrzymali żadnego zadośćuczynienia.

Budżet państwa co roku przeznacza wysokie kwoty na wypłacanie tzw. premii gwarancyjnych osobom, które straciły pieniądze w wyniku zmian ustrojowych i denominacji. Premie stanowią jednak wyłącznie niewielki procent środków, które zostały na książeczkach odłożone. Mogą być wykorzystane wyłącznie na cele mieszkaniowe. Niektórzy posiadacze książeczek nadal domagają się wypłaty zadośćuczynienia.

Rzecznik praw obywatelskich, Adam Bodnar, zapowiedział, że przyjrzy się sprawie. Jednak zapytania kierowane dotychczas do Premiera oraz Ministra Inwestycji i Rozwoju nie przyniosły oczekiwanych skutków. W 1990 roku uchwalono nowelizację kodeksu cywilnego, zgodnie z którą waloryzacji nie podlegały kredyty bankowe oraz kwoty zdeponowane na rachunkach bankowych. W kolejnych latach Sąd Najwyższy do tej grupy dodał jeszcze środki zgromadzone na książeczkach mieszkaniowych.

Osoby pokrzywdzone założyły Krajowe Stowarzyszenie Posiadaczy Książeczek Mieszkaniowych. Domaga się ono złożenia wniosku w sprawie waloryzacji do Trybunały Konstytucyjnego. „Pozytywna decyzja TK pozwoliłaby na waloryzację wkładów i odsetek z przeznaczeniem na cele mieszkaniowe i proponowane przez nas inne rozwiązania” – zauważa prezes Stowarzyszenia Andrzej Kubisiak. „Są to ogromne kwoty ok. 120 miliardów złotych. Nie trzeba ich przecież od razu wypłacać. Można rozłożyć nawet do 10 lat” – dodaje. Kubisiak zauważa, że pieniądze te wróciły by do państwowego budżetu w postaci podatków.

Stowarzyszenie cały czas działa aktywnie, organizując różnego rodzaju akcje, w tym pikiety. Nie wiadomo jednak, czy posłowie obecnej kadencji zainteresują się tym problemem, czy zbagatelizują go jak poprzednie rządy. Biorąc pod uwagę dotychczasowe orzecznictwo oraz stawiska organów państwowych można jednak domniemywać, że szanse na korzystne rozstrzygnięcia dla osób poszkodowanych są raczej niewielkie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.